![]() |
||
|
Pęknięte biodro się zrosło Jak nowo narodzona Bronisława po wypadku nie mogła chodzić o własnych siłach. Teraz planuje długie, zimowe spacery. Trzy lata temu Bronisława Salamon ze Szczecina spędziła pół roku w hospicjum. - Na ulicy napadły na mnie psy. Przewróciłam się - tłumaczy. - W wyniku upadku pękło mi biodro. Przeprowadzona operacja przyniosła odwrotny skutek od zamierzonego - zamiast usunąć uraz spowodowała kolejny - bezwład nogi. W wyniku kolejnej operacji Bronisława miała porażoną kość strzałkową. Wyniki badań wykazały zaawansowaną osteoporozę. - Bałam się, że już nie wstanę o własnych siłach - mówi Bronisława. - Lekarze robili, co mogli, ale mój stan się pogarszał. Czułam się coraz gorzej. Obniżona odporność organizmu doprowadziła do infekcji - zapalenia płuc. Dodatkowo okazało się, że mam guza na lewym płacie tarczycy. Bronisława traciła chęć do życia. Nie mogła spać, nie miała apetytu. Przyjmowała leki psychotropowe, nasenne i nasercowe. Uzupełniała braki witamin i niedobór wapnia, ale te wszystkie zabiegi nie dawały rezultatów. Początek rehabilitacji Po pobycie w hospicjum Bronisławą zaopiekowała się córka siostrzeńca - Małgorzata Mazurek z Jaworzna. - Małgosia zaproponowała mi pomoc i opiekę. Bardzo się ucieszyłam. W tym stanie nie poradziłabym sobie sama. Nie mogłam się normalnie poruszać, nie mówiąc o wykonywaniu najprostszych prac domowych czy gotowaniu. Chętnie zgodziłam się zamieszkać z nimi, chociaż wiązało się to z przeprowadzką na drugi koniec Polski - ze Szczecina na Śląsk. - Stan cioci był tak ciężki, że po przyjeździe z hospicjum musieliśmy ją wnieść do mieszkania na rękach - tłumaczy Małgorzata. Bronisława rozpoczęła rehabilitację. Codziennie przychodziła do niej pielęgniarka, raz w tygodniu lekarz rodzinny. Bezwładną nogę miała włożoną w pasy. - Nauka chodzenia przy balkoniku, a później z kulami kosztowała mnie bardzo dużo pracy. Codzienne ćwiczenia i masaże powoli jednak zaczęły dawać efekty - tłumaczy Bronisława. W kwietniu br. pojechała z rodziną na wesele. Była okropnie zła, że wszyscy goście tańczą, a ona stoi o kulach w rogu sali. - Postanowiłam, że jeszcze zatańczę na niejednym weselisku. Od tej pory z całych sił przykładałam się do ćwiczeń i chętniej chodziłam z pielęgniarką na spacery - opowiada Bronisława. Wzmocnienie organizmu W maju br. Małgorzata zaproponowała chorej picie Alveo. - Ciocia brała codziennie całą garść tabletek. Wiedziałam, że Alveo wzmocni jej kości i cały organizm, a przez to będzie mogła odstawić część medykamentów. Tym bardziej że leki były bardzo drogie, a emerytura cioci ledwie na nie starczała - mówi Małgorzata. Bronisława piła miarkę preparatu dziennie. Już po miesiącu okazało się, że leki nasenne są jej zbędne, a dawkę tabletek nasercowych, po konsultacji z lekarzem, może zmniejszyć do połowy. - Poprawiło jej się krążenie, zniknęły szumy w uszach, a co najważniejsze rehabilitacja nogi i biodra przebiegała dużo szybciej. Teraz Bronisława pije piątą butelkę preparatu. Jest pełna wigoru i chęci do życia. Ma nowe hobby - krzyżówki. W ciągu tygodnia rozwiązuje przynajmniej dwieście. Nie ma problemów z poruszaniem się - wstaje sama, a przy chodzeniu wspomaga się jedynie laską. - Na zimę ciocia zażyczyła sobie wygodne kozaki, ma zamiar chodzić na długie spacery - mówi Małgorzata. Kiedy Bronisława powiedziała to lekarzowi, z niedowierzaniem kilkakrotnie sprawdzał datę jej urodzin. - Tak, tak, mam już 91 lat - wspomina rozmowę z lekarzem. Marta Rybakowicz |
||